Historia jak z filmu… ale wydarzyła się naprawdę

To, co przez lata oglądaliśmy w głośnym dokumencie o „oszuście z Tindera”, nie jest już tylko historią z zagranicy. Mechanizm działania był niemal identyczny: najpierw zaufanie, potem manipulacja, a na końcu strach, szantaż i dramat ofiar.

Jak pokazują materiały opisujące tę sprawę, Robert I. budował wizerunek zamożnego i wpływowego mężczyzny, by zdobyć zaufanie kobiet, a następnie je wykorzystywać emocjonalnie i finansowo. Podobny schemat znamy z historii Simona Levieva, który przez lata uwodził kobiety, a następnie wyłudzał od nich ogromne sumy pieniędzy, budując fałszywy obraz luksusowego życia i zagrożenia, w którym rzekomo się znajdował.

Różnica?
Ta sprawa wydarzyła się tu — w Polsce.

System kontra rzeczywistość

Grzegorz Filarowski w wywiadzie dla Onet.pl pokazuje jak sprawa Roberta I. utknęła w procedurach – mimo lat śledztwa, zeznań świadków i dramatycznych relacji pokrzywdzonych. Zamiast aktu oskarżenia pojawił się nowy wątek: badania psychiatryczne i walka o ustalenie poczytalności. Czy to realna potrzeba… czy sposób na uniknięcie odpowiedzialności?