Zakończył się jeden z najbardziej poruszających i społecznie znaczących procesów ostatnich lat – proces przeciwko Robertowi I., znanemu opinii publicznej jako „Stalker z Tindera”. Sprawa, która przez długi czas funkcjonowała na styku internetu, mediów i sądowych akt, weszła w decydującą fazę.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu po wysłuchaniu mów końcowych prokuratury oraz oskarżycieli posiłkowych, dwa dni później oddał głos pełnomocnikowi oskarżonego, adwokatowi Błażejowi Gaździe. Sąd wyznaczył termin ogłoszenia wyroku na 18 grudnia 2025 roku. Będzie to kolejny wyrok karny w sprawach przeciwko Robertowi I.
Dwie narracje. Dwa światy.
Mowy końcowe unaoczniły wyraźny kontrast w sposobie postrzegania tej sprawy. Strona oskarżenia oraz oskarżyciele posiłkowi skupili się na materiale dowodowym, wieloletnim schemacie działania oskarżonego oraz konsekwencjach, jakie jego zachowania wywarły na ofiarach.
Z kolei obrona obrała zupełnie inną strategię. Pełnomocnik Roberta I. w swojej mowie końcowej koncentrował się głównie na podważaniu wiarygodności ofiar, sugerując manipulacje, kłamstwa i nadużycia z ich strony. Wniosek był jednoznaczny – całkowite uniewinnienie oskarżonego.
Jak skomentował później jeden z oskarżycieli posiłkowych, Grzegorz Filarowski, jest to bardzo typowa linia obrony Roberta I. – wszyscy są winni, tylko nie on.
Głos końcowy Grzegorza Filarowskiego
W swoim wystąpieniu Filarowski nie ograniczył się wyłącznie do formalnej argumentacji prawnej. Jego słowa były jednocześnie świadectwem osobistego doświadczenia, głosem ofiar i ostrzeżeniem społecznym. Podkreślał, że zgromadzony materiał dowodowy – dokumenty, nagrania audio i wideo oraz zeznania świadków – nie pozostawia wątpliwości, że Robert I. dopuścił się wszystkich zarzucanych mu czynów. Zwracał uwagę na wieloletni, metodyczny charakter działania oskarżonego, obejmujący stalking, przemoc psychiczną i fizyczną oraz liczne oszustwa finansowe. Istotnym elementem jego wystąpienia była również obserwacja zachowania oskarżonego na sali sądowej – brak skruchy, ignorowanie zeznań ofiar, a nawet szydercze reakcje, które w jego ocenie świadczą o głębokiej demoralizacji.
Filarowski zwrócił także uwagę na fakt, że po opuszczeniu aresztu Robert I. nie zaprzestał swoich działań, wracając do znanych schematów manipulacji i nękania. Jak wskazał, zarówno on sam, jak i inni świadkowie, od miesięcy doświadczają bezpośredniego lub pośredniego prześladowania – włącznie z próbami zastraszania podczas spotkań autorskich.
W swojej mowie przywołał również prawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Legnicy, który skazał Roberta I. na bezwzględne więzienie za oszustwo z art. 286 kk – podkreślając, że sposób działania w tamtej sprawie jest niemal identyczny z tym, który był przedmiotem obecnego procesu.
Szczególnie mocno wybrzmiał fragment dotyczący mechanizmu bezkarności, który przez lata chronił oskarżonego: groźby, szantaże, zastraszanie ofiar i wymuszanie wycofywania zawiadomień, co prowadziło do umarzania spraw. To, jak zaznaczył, tłumaczy, dlaczego przez długi czas Robert I. figurował w rejestrach jako osoba niekarana.
Wystąpienie dotknęło także kwestii wykorzystywania własnych dzieci, kradzieży tożsamości, fałszywych narracji na temat majątku i pozycji zawodowej, a także niejasnego pochodzenia środków finansowych i schematycznych operacji bankowych. Na zakończenie Grzegorz Filarowski zaapelował o wymierzenie kary najwyższej surowości, podkreślając, że tylko zdecydowana reakcja sądu może:
- przywrócić wiarę ofiar w sprawiedliwość,
- przerwać poczucie bezkarności,
- wysłać jasny sygnał, że tego rodzaju przemoc i manipulacja nie będą tolerowane.
18 grudnia — co dalej?
Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 18 grudnia. Niezależnie od jego treści, będzie to kolejny ważny moment w serii spraw sądowych przeciwko „Stalkerowi z Tindera”. To proces, który wykracza daleko poza jedną salę sądową. Dotyka problemów stalkingu, przemocy psychicznej, oszustw emocjonalnych i finansowych, ale także pytania o to, jak system reaguje na przestępstwa rozciągnięte w czasie i oparte na strachu. Dla wielu osób to nie tylko sprawa Roberta I. – to test dla wymiaru sprawiedliwości i sygnał dla ofiar, czy warto mówić.