On nagrywał jej krzywdę. Ona dziś walczy o to, by nikt już więcej nie cierpiał!

Czytając tę historię, trudno oddychać. To opowieść o kobiecie, która przez miesiące była więźniem manipulacji, gróźb i przemocy — o Julii. Gdy pierwszy raz zobaczyła nagrania swojej krzywdy, pobiegła do łazienki zwymiotować. Dwa tygodnie później, z pomocą psychiatry, zebrała w sobie siły, by obejrzeć je do końca.

Filmy, które Robert I. – nazwany przez media „stalkerem z Tindera” – trzymał w swoim telefonie, pokazują piekło, które Julia przeżywała. Widać na nich, jak on wymusza na niej seks oralny, nagrywa ją w wannie, wyzywa, upokarza. A ona – skulona, płacząca, prosząca, by przestał. Na kolejnych nagraniach słychać tylko jej łzy i jego śmiech.

Julia nie pamiętała części tych wydarzeń. Psychiatra powiedział jej, że to może być wyparcie wywołane traumą albo skutek środków odurzających. Podobne „dziwne uczucie” – nagłe ataki senności, połączone z alkoholem i dziwnymi sytuacjami – opisywały też inne kobiety skrzywdzone przez Roberta I.

Przez miesiące Julia była szantażowana nagimi zdjęciami, groźbami utraty dzieci, zastraszana i kontrolowana. W końcu jednak postanowiła się bronić. Po obejrzeniu filmów chce złożyć zawiadomienie do prokuratury. Jej prawnik mówi wprost: to, co widać na nagraniu, to gwałt.

Julia powtarza, że wracanie do tych wspomnień to dla niej fizyczny ból, ale musi to zrobić, by ten człowiek już nigdy nie skrzywdził żadnej innej kobiety.
„Do tej pory to ja cierpiałam i płakałam, a on się świetnie bawił” – mówi. Dziś to zdanie jest jej manifestem.

Przeczytaj cały artykuł na stronie Gazety Wyborczej.